Miałam chyba pisać powieść romantyczną

Robiąc porządki w starych plikach zauważyłam taki oto kawałek:

„Anielski orszak niech twą duszę przyjmie
Uniesie z ziemi na wyżyny nieba…”

To były ostatnie słowa, jakie usłyszała z głębi trumny Zefiryna, zmarła na tyfus w siedemnastej wiośnie życia. Nie wiadomo jednak, czy wyśpiewywał je kondukt pogrzebowy, czy też gospelowy chór, zgromadzony u bram nieba. W każdym razie mateczki fatimskie w beretach z miękkiej wełny dawały ze swych gardeł wszystko, co mogły. Przed nimi przechadzał się ksiądz, energicznie machając rękoma. Puścił swe niebieskie oko długonogiej blondynce, a ta złapawszy je, w mig załapała, o co chodzi.

Tyle. Na tym się urywa. Ktoś mi pomoże złapać zagubiony wątek? Mam bowiem wrażenie, że pochodzi z mistrzowskiej (mniszhowskiej?) powieści!

Ten wpis został opublikowany w kategorii niezbyt poważne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Miałam chyba pisać powieść romantyczną

  1. Jasna8 pisze:

    Nie znam niestety, ale to nie Mniszkówna…
    Trochę inny styl.

  2. tomasz pisze:

    A ja bez bicia przyznam sie, ze Mniszkówny nie czytałem, bo mi ja wybili z głowy mądrzy ludzie. Ale te historie sa nadal aktualne. 😈

  3. jacek&agatka pisze:

    …ciotka Stefa miała być na tym pogrzebie, ale coś (ktoś?) ją zatrzymało w Hong Kongu (mówi się w rodzinie, że Chińczyki, przy ciotce, trzymają się mocno !) ;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

😉 😐 😡 😈 🙂 😯 🙁 🙄 😛 😳 😮 mrgreen.png 😆 💡 😀 👿 😥 😎 ➡ 😕 ❓ ❗