My dorośli musimy bardzo uważać. Uważać na co i jak mówimy (aby nie zostało to przywołane w najmniej odpowiednim momencie), ale też żeby niechcący nie zepsuć tego, co dziecko potrafi robić lepiej niż my.
Obserwowałam rocznego synka spacerującego po mieszkaniu i ciągnącego za sobą kocyk. W pierwszej chwili miałam ochotę dać mu drewnianego krokodyla na kółkach, z przyczepić bym sznurkiem do ciągnięcia. No bo jak to żeby biedne dziecko z kocykiem chodziło… Na szczęście w porę się opamiętałam. Bo dziecko przecież ćwiczyło bezcenną umiejętność zabawy z wykorzystaniem wyobraźni… Ten kocyk mógł być przecież dla niego wszystkim – pojazdem, zwierzakiem, albo po prostu najzupełniej odpowiednim przedmiotem do ciągnięcia. I przecież o to chodzi.