Bezlitosne życie toczyło się dalej, ale panna coraz rzadziej wylewała łzy czyste, rzęsiste. Królewicz, który władał jej sercem, poprosił ją również o rękę. Żyli długo i szczęśliwie.
W owym czasie niewieścia przyjaźń została wystawiona na ciężką próbę… jednak trudny egzamin w sesji zimowej połączył bratnie dusze. „Pamiętaj, że nie ma tego złego…” – mawiała, kiwając bujanym fotelem ciotka Stefa.
Nadeszły wreszcie czasy ostateczne. Egzamin „ex uniwersa theologia” spędzał sen z powiek niemal wszystkich żaków, a uniwersyteckie zamczysko raz po raz obiegały straszliwe wieści. Zdarzało się ponoć, że dzień ten owocował niedostatecznymi w indeksach studentów, a wykładowcy mawiali rzeczy nazbyt oczywiste… Jednak nieustraszona Ewa wraz z przyjaciółką pokonały wszystkie cztery bestie, dołączając do rzeszy zbawionych.
Nim ciotka Stefa wydała przyjęcie na cześć swojej wujecznej prawnuczki musiała zaczekać na wynik ostatniej rozgrywki. Dnia 22 czerwca Ewcia z domu Rudecka uzbrojona w paradny mundur zameldowała się pod dziekanatem. Po odebraniu komplementów i wygłoszeniu wynurzeń na zadany temat („zadaj jej jeszcze jedno pytanie, żeby było co w sprawozdaniu napisać…”) wypiła filiżankę czekolady w doborowym towarzystwie i wróciła do domu jako pani magister.
Pożyje długo i szczęśliwie…
…na studiach doktoranckich. 😀










