Badźmyż więc weseli,
Jak w niebie Anieli.
Czegośmy pożądali,
Tegośmy doczekali. Alleluja.
Błogosławionej Pashy!
P.S. Być może trochę zepsuję nastrój, ale muszę Wam to polecić: http://delurski.pl/3282/do-swiatecznych-katolikow/
Badźmyż więc weseli,
Jak w niebie Anieli.
Czegośmy pożądali,
Tegośmy doczekali. Alleluja.
Błogosławionej Pashy!
P.S. Być może trochę zepsuję nastrój, ale muszę Wam to polecić: http://delurski.pl/3282/do-swiatecznych-katolikow/
Na czas Wielkiego Postu oddaję moje blogowanie Temu, do którego ono należy.
Do zobaczenia po świętach. 🙂
Adriaen van Utrecht Martwa natura wanitatywna
Vanitas vanitatum et omnia vanitas… Wygląda na to, że wszystko jest bez sensu? Przyznam, że długo nie wiedziałam, jak rozumieć Księgę Koheleta, zwłaszcza pierwsze jej rozdziały, gdzie słowo „marność” powraca jak okrutny refren…
Biblijny mędrzec bywa oskarżany o różne rzeczy. Jedni mówią, że to pesymista, inni zarzucają mu ateizm, a jeszcze inni posądzają go o hedonizm. Narzeka na wszystko niczym proboszcz z ambony, by już po chwili zachęcić słuchacza do picia i używania. Schizofrenia, czy co?
Hewel. Ulubione słówko autora. To nie absurd, nonsens, czyli marność (którą zawdzięczamy św. Hieronimowi). Hewel jest synonimem ruach – wiatru. Tchnienia. Czegoś, co ulotne, przemijalne, nieuchwytne i krótkotrwałe…
Pierwszy był brat Kaina – nie chodzi o to, że marnie skończył, ale o to, że nienaturalnie. Jego życie prysło w jednej chwili, przeminął. Dlatego dano mu na imię Hewel. Kohelet mówi, że hewel jest każdy człowiek i jego wysiłki. Trudzi się, wciąż za czymś goni, a śmierć i tak wszystko przekreśli. Do grobu nie weźmiemy już nic. To właśnie jest hewel.
Czyli jednak pesymizm? Nie. Mędrzec myśli racjonalnie. Wie, że nic na tym świecie nie trwa wiecznie, więc porzuca złudzenia. Zachęca radosnego i zarazem roztropnego korzystania z życia i jego uroków, bo wszystko to jest darem Stwórcy. To nie jest hedonizm. To wyraz wdzięczności. To też praca, z której kiedyś przedstawimy sprawozdanie. Dlatego ani ateiści, ani hedoniści nie mogą obwołać Koheleta swoim patronem.
– Mówi się „piechotą” czy „na piechotę”?
– „Piechotą”, ale w (tu pada nazwa miejscowości, której nie lubimy) mówią „na piechotę”…
– Tam to się mówi „na boso”.
Kocie, kocie przydaj się!
Bo jak nie, to cię zbiję na kwaśne jabłko!
(babko, babko)
Kot, choć ma drewniane ucho, posłuchał.
TEATRZYK ZIELONY PITERNIK
Ma zaszczyt przedstawić
Nową perłę na swej szlachetnej scenie
Znakomitą adeptkę sztuki aktorskiej
HERMENEGILDĘ CHADRĘ
Z domu Rudecką
HERMENEGILDA CHADRA
(kłania się wszystkim wokoło)
K u r t y n a
przerywa burzę oklasków
Kiedy widzę ten obraz, to:
a) słyszę uderzenie kolana anioła o posadzkę i jego wesołe: „hej!”
b) Maryja zaraz powie: „to nie ja!”
c) Bóg Ojciec: „tak, to właśnie Ta!”
Robiąc porządki w starych plikach zauważyłam taki oto kawałek:
„Anielski orszak niech twą duszę przyjmie
Uniesie z ziemi na wyżyny nieba…”
To były ostatnie słowa, jakie usłyszała z głębi trumny Zefiryna, zmarła na tyfus w siedemnastej wiośnie życia. Nie wiadomo jednak, czy wyśpiewywał je kondukt pogrzebowy, czy też gospelowy chór, zgromadzony u bram nieba. W każdym razie mateczki fatimskie w beretach z miękkiej wełny dawały ze swych gardeł wszystko, co mogły. Przed nimi przechadzał się ksiądz, energicznie machając rękoma. Puścił swe niebieskie oko długonogiej blondynce, a ta złapawszy je, w mig załapała, o co chodzi.
Tyle. Na tym się urywa. Ktoś mi pomoże złapać zagubiony wątek? Mam bowiem wrażenie, że pochodzi z mistrzowskiej (mniszhowskiej?) powieści!
Moja ulubiona szwagierka mówi, że jej niezamężna (i bezdzietna – bo dziś to nie takie oczywiste) koleżanka przy każdej okazji pokazuje jej setki zdjęć swoich psów i kotów. Opowiada przy tym „temu pieskowi musiałam łyżeczką dawać jeść do buzi…” lub „ten kot jest bardzo mądry i tak jak dziecko sprawdza ustami każdą zabawkę”.
Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie dopadł mnie ten sam syndrom? 😀