
Mama: Na starym mieście będą świąteczne dekoracje.
Dziecko: Żeby już nie było takie stare, przynajmniej na święta.

Mama: Na starym mieście będą świąteczne dekoracje.
Dziecko: Żeby już nie było takie stare, przynajmniej na święta.
My dorośli musimy bardzo uważać. Uważać na co i jak mówimy (aby nie zostało to przywołane w najmniej odpowiednim momencie), ale też żeby niechcący nie zepsuć tego, co dziecko potrafi robić lepiej niż my.
Obserwowałam rocznego synka spacerującego po mieszkaniu i ciągnącego za sobą kocyk. W pierwszej chwili miałam ochotę dać mu drewnianego krokodyla na kółkach, z przyczepić bym sznurkiem do ciągnięcia. No bo jak to żeby biedne dziecko z kocykiem chodziło… Na szczęście w porę się opamiętałam. Bo dziecko przecież ćwiczyło bezcenną umiejętność zabawy z wykorzystaniem wyobraźni… Ten kocyk mógł być przecież dla niego wszystkim – pojazdem, zwierzakiem, albo po prostu najzupełniej odpowiednim przedmiotem do ciągnięcia. I przecież o to chodzi.

– Chciałabym mieć taką kurtynę LED na okno. Włączyłabym ją, usiadła i patrzyła…
– I studiowała teologię.

Na grobie moim
śmieje się szatan
Kopytami wystukał
Litanię moich win
Machnięciem ogona rozbił
Nikły znicz mojej wiary
Na grobie mojej duszy
Cichutko płacze anioł
Ogrzewając w dłoniach
Potłuczone skorupy
Śmiech diabła coraz głośniejszy
Wobec przegranej Boga
Trwającej całe
Trzy dni
Spaceruję z głębokim wózkiem w towarzystwie córek. Spotyka nas sąsiadka:
– Syn czy córka?
– Syn.
– A to gratuluję.
– Byłam u spowiedzi w klasztorze.*
– Co? Ty wiesz, kto się tam spowiada?!
– Kto?
– No sami najgorsi grzesznicy…
* „Klasztorem” nazywa się w okolicach Leżajska tamtejszą bazylikę oo. Bernardynów.
TEATRZYK ZIELONY PITERNIK
ma zaszczyt przedstawić
dramat metafizyczny
głęboko teologiczny
pod trącącym katechizmem tytułem:
„DROGA DO ŚWIĘTOŚCI”
W y s t ę p u j ą:
ABBA ANTONI – pustelnik z długą brodą
ANIOŁ – Alojzy Pompka
AKT I
Scena 1
ABBA ANTONI:
(modli się)
Scena 2
ABBA ANTONI:
(pości)
Scena 3
ABBA ANTONI:
(wyplata kosz)
AKT II
ABBA ANTONI:
(modli się)
ANIOŁ:
Witaj Antoni. Najwyższy przysłał mnie, bym z tobą pomówił. Czy pragniesz się czegoś dowiedzieć?
ABBA ANTONI:
Jestem pustelnikiem od czterdziestu lat. Modlę się, poszczę i wyplatam kosze. Jak długo jeszcze muszę to robić, by dostać się do nieba?
ANIOŁ:
Lat jeszcze czterdzieści i cztery.
ABBA ANTONI:
Czy nie da się tam dostać szybciej?
ANIOŁ:
Oj, Antoni… Wąska jest droga i kręta ścieżka… Ale znam pewien skrót. Wiedzie do wielkiej świętości w bardzo krótkim czasie.
ABBA ANTONI:
(zamienia się w słuch)
ANIOŁ:
To droga rodzinna, a raczej małżeńska. Należy pojąć żonę, najlepiej zrzędliwą – to daje dodatkowe punkty umartwienia. Następnie trzeba mieć z nią dużo dzieci. Kupki, zupki, dziecięce fochy, kłótnie o kredki, zabawki, pęknięte baloniki… Do tego nocne pobudki w nielimitowanych ilościach – to wszystko daje mnóstwo okazji do zdobywania cnót i zapewnia szybkie zdobycie miejsca w pierwszych rzędach w niebie.
ABBA ANTONI:
(popada w głęboką zadumę)
AKT III
ABBA ANTONI:
(Poruszony treścią anielskiego przesłania zostaje gorliwym obrońcą celibatu. Za swoje zasługi zajmuje miejsce w przedostatnim rzędzie w niebie.)
K u r t y n a
zapada na wieki
TEATRZYK ZIELONY PITERNIK
ma zaszczyt przedstawić
sztukę tendencyjną
pod zaśnieżonym tytułem:
„KOLĘDA”
W y s t ę p u j ą:
KSIĄDZ – miejscowy duszpasterz
GOSPODYNI – z chowu klatkowego
ANTYKLERYKAŁ – z Krainy Deszczowców
S c e n a: Stół nakryty białym obrusem. Na nim krzyż, dwie świece, woda święcona, Koperta i dwanaście zeszytów do religii. Przeogromny bałagan.
KSIĄDZ:
(puka do drzwi)
GOSPODYNI:
Proszę!
ANTYKLERYKAŁ:
Karramba!
KSIĄDZ:
Pokój temu domowi.
GOSPODYNI:
I wszystkim jego mieszkańcom. W samą porę – właśnie zabierałam się za sprzątanie. Ma ksiądz ochotę na mycie podłogi?
KSIĄDZ:
(myje podłogę)
ANTYKLERYKAŁ:
Do diabła!
(odchodzi stukając kopytami)
K u r t y n a
opuszczona przez dwa aniołki
TEATRZYK ZIELONY PITERNIK
ma zaszczyt przedstawić
tragedię gastronomiczną
pod niesmacznym tytułem:
„KOSTKA”
W y s t ę p u j ą:
MATKA – młoda, potargana
OJCIEC – Alojzy Pompka
DZIECIĘ – słodki dwulatek
DZIECIĘ:
(szeleści papierkiem i mlaska)
OJCIEC:
Dziecię, co tam zajadasz?
MATKA
(tonem wszystkowiedzącym):
To kostka rosołowa. Dziecię, tego się nie je.
DZIECIĘ
(z pogardą wszystkowiedzącą):
Ple!
K u r t y n a
CIOTKA GIENIA:
Ludzie! Tragedia! Dawać dziecku kostki rosołowe! Ta matka gotować nie potrafi! Toż to sama chemia, to się w żyłach odkłada!
(wyrywa sobie włosy z głowy)
PUBLICZNOŚĆ:
(obrzuca CIOTKĘ torebkami po zupkach chińskich i gotowych sosach)
PAN MIETEK:
(kończy to przedstawienie)